Podany e-mail jest niepoprawny!
10 uwag o mozole wychodzenia z komunizmu
Tekst został wygłoszony w Miami na konferencji o polskiej transformacji.
27 października 2008

Życie 11 marca 1998

MACIEJ ZIĘBA OP

1 Tytuł tego artykułu usiłuje podkreślić gorzką prawdę, że widma komunizmu - jak go proroczo określili Marks i Engels - nie da się wypędzić egzorcyzmem jako upiora zamkniętej nieodwołalnie przeszłości. Wychodzenie z komunizmu jest procesem powolnym i wielowątkowym, obejmującym całe społeczeństwo: starych i młodych, wykształconych i niepiśmiennych, reprezentantów różnych opcji politycznych i wyznawców różnych religii. Albowiem, choć w różnym stopniu i niekiedy w diametralnie różny sposób, komunizm zaraził nas wszystkich.

Nie oznacza to, że każdy mu uległ i- co z lubością powtarzają postkomuniści wszystkich krajów łącząc się w swoistym manifeście postkomunistycznym - że nikt nie jest idealnie czysty, a zatem wszyscy są winni lub - jeszcze lepiej - wszyscy są bez winy. To nieprawda, leżeli jednak słowa takie jak „uczciwość", „patriotyzm", „odwaga" mają jeszcze cokolwiek w przyszłości oznaczać, nie wolno dopuścić do zamazania różnicy pomiędzy serwilizmem i heroizmem, między ofiarą i katem.

Nie wolno zarazem zapomnieć, że komunizm był systemem wszechobejmującym i w jakiejś mierze zdeformował każdego z nas. Świadczą o tym nie tylko miliony ludzi dobrowolnie wykupujących polisę asekuracyjną na przyszłość i przepustkę do lepszej teraźniejszości, którą była wówczas legitymacja partyjna. Świadczą o tym również miliony tych, którzy -co łatwo zrozumieć - nie utożsamiali się z minionym systemem, ale - co zrozumieć trzeba - bojąc się przeciw niemu wystąpić, wspierali go swoim milczeniem, a zarazem - to pojąć najtrudniej - ongiś odnosili się z agresją do tych, którzy odważyli się powiedzieć „nie" oskarżając ich o niebezpieczny idealizm, a dziś pogardzają nimi, mówiąc że w ich oporze brakowało radykalizmu i jednoznaczności. Świadczy o tym także wielu bohaterskich przed laty ludzi, którzy zastygłszy w oporze przeciw kompromisom stali się dziś niekiedy niebezpieczni, a zawsze groteskowi. Świadczą w końcu bardzo liczni, zasiadający dawniej w partyjno-rządowych gabinetach, arcymistrzowie oportunizmu, będący dziś często postrzegam jako ludzie „światli", „pragmatyczni" „tolerancyjni" w odróżnieniu od „ksenofobicznej" i „konserwatywnej" reszty narodu. Tezę o deformacji zarówno strażników jak i więźniów w „obozie socjalistycznym" usłyszałem przed ćwierć wiekiem w rozmowie ze Stefanem Kisielewskim- „A demokratyczna opozycja?" - nie dawałem za wygraną. Kisiel odpowiedział: „Panie Maćku" - właśnie zdałem na uniwersytet i nie śniło mi się wówczas, że zostanę zakonnikiem ~ „jeżeli szczenięta różnych ras od urodzenia hoduje się pod szafą, to ze wszystkich wyrosną jamniki". Miał rację. Dopiero przyszłe pokolenia będą miały szansę ocenić to, co wydarzyło się w społeczeństwach wychowywanych „pod szafą" (choć trzeba pamiętać, „polska szafa" stała na stosunkowo wysokich nogach). Nie mogę zatem uciec od faktu, że pod szafą spędziłem 35 lat, i że jest to straszliwie długi okres. Dlatego podchodzę z dystansem do tego zapisu paru subiektywnych uwag. Po blisko 9 latach, to tylko wiem dobrze, że zrzucenie Jarzma komunizmu jest zaledwie początkiem bardzo trudnego procesu.

2 Fakt, że Kościół w destrukcji komunizmu odegrał szczególną rolę jest truizmem Mało kto kwestionuje też, iż najistotniejszą rolę odegrał „Papież z dalekiego kraju" - Karol Wojtyła. Przekonali się o tym również przywódcy innych autorytarnych ustrojów na Filipinach i w Chile, w Paragwaju, czy też na Haiti. Powtarzana przez Papieża prawda o godności człowieka i jego niezbywalnych prawach wybijała szczeliny w sztucznie wzniesionych ideologicznych tamach, przez które z czasem coraz swobodniej i gwałtowniej zaczynała się przelewać spiętrzona woda obalając w końcu zapory systemu. Nawiązanie więzi społecznych, odkrycie, że tworzymy wspólnotę, a także zaczerpnięcie w ciągu kilku dni papieskiej wizyty choć paru haustów wolności, pozostawiało ludzi odmienionych.

3 Śmierć komunizmu niosła nadzieję, że nasz los się poprawi, że w kraju zapanuje dobrobyt i spełnią się nasze marzenia o wolnym państwie. Okazało się jednak, że bohaterom walki o niepodległość tym, którzy najbardziej przysłużyli się do odniesienia zwycięstwa: robotnikom - stanowiącym o sile „Solidarności", chłopom, którzy w oceanie nacjonalizacji ocalili wysepki prywatnej własności, i Kościołowi w wolnej Polsce (a prawidłowość ta tyczy i innych krajów) zaczęło być trudniej i gorzej. Co więcej, dopiero wtedy okazało się, że posiadamy często skrajnie odmienne od siebie marzenia, że wiele wizji wolnej Polski po prostu się wzajemnie wyklucza. Po euforii nieuchronnie miała nadejść frustracja, powszechne znerwicowanie społeczne i bierność połowy społeczeństwa.

Pierwszy zatem okres wyjścia z komunizmu to gwałtowne odarcie życia z niezliczonych socjalistycznych fasad i atrap; starcie makijażu sugestywnie przez lata nakładanego przez władze na rozkładające się zwłoki systemu politycznego i ekonomicznego; to obalenie obejmującego całość życia systemu kłamstwa oraz wyparowanie „krzepiących ducha", opozycyjnych, narodowych mitologii. Dla bardzo wielu ludzi jest to zarazem proces ukazujący miernotę i nędzę ich, dokonanego ongiś, życiowego wyboru, dla innych jest objawieniem ich własnego tchórzostwa i oportunizmu. Jeszcze inni muszą stanąć twarzą w twarz ze swą naiwnością, biernością, głupotą. Ci, którzy z systemem walczyli często stają się obecnie niewygodnym wyrzutem milionów sumień. Co gorsze, jak dobrze wiadomo, natura nie znosi próżni. W wymarłym księżycowym krajobrazie socjalizmu szybko zaczyna rozwijać się nowe życie - zarodki kapitalizmu, zbyt często dzikiego, spekulacyjnego i przestępczego. Ta część społeczeństwa, która nie była przygotowana do przyjęcia wolności, żyje w szoku. Ci, którzy do tej wolności dążyli, gdy zabrakło wspólnego wroga, a rzeczywistość skrajnie odbiega

od marzeń, poszukują winowajców, odkrywają też jak bardzo różnią się w swoich poglądach na ekonomię i politykę, religię oraz kulturę. Szukają winnych.

4.Tu pojawia się; pierwsze i chyba najważniejsze wyzwanie dla Kościoła: nie ulec logice oskarżeń i zamętowi społecznemu. Jednać i jednoczyć obóz patriotów oraz wyjść jak najmocniej z pomocą zszokowanym i pogubionym, a często całkowicie bezradnym ludziom. Konieczna jest ogromna akcja charytatywna, ale nie mniej ważna jest edukacja i dodanie otuchy pogubionym ludziom.

Gdybyśmy rozumieli ten mechanizm 9 lat temu Europa Środkowo-Wschodnia wyglądałaby dziś zupełnie inaczej.

Następnym etapem skutecznego głoszenia Dobrej Nowiny w społeczeństwie zrzucającym jarzmo komunizmu, musi być przełożenie na język codziennej praktyki tezy, że nie konfesjonalizacja państwa, lecz ewangelizacja społeczeństwa jest celem działania Kościoła; wypracowanie powszechnie zrozumiałego opisu, co to znaczy być chrześcijaninem w demokratycznym i wolnorynkowym otoczeniu oraz aktywna obecność w obszarach, z których Kościół był poprzednio rugowany, chodzi nie tylko o - jak najszerzej pojmowaną - działalność charytatywną, ale także edukację wszystkich szczebli oraz masmedia. Te ogólne sformułowania oznaczają w praktyce szybkie wypracowanie całkowicie niekiedy nowych metod pastoralnych oraz aktywnej postawy wszystkich wierzących. Można rzec zatem - z ludzkiego punktu widzenia - że przerasta to ludzkie możliwości. Wierząc jednakże w Boskie auxilia nie ulegam nastrojom katastroficznym. Na pewno popełniliśmy i popełniamy zbyt wiele błędów, na pewno wiele rzeczy powinniśmy zrobić szybciej. Ale z historycznego punktu widzenia, tak jako Kościół, jak i jako społeczeństwo, uczymy się szybko. Mam nadzieję, że staramy się rzetelnie odrobić lekcję, której nikt me przerabiał, lekcję zadaną nam dziś przez Pana historii.

5. Jednakże, zwłaszcza na początku, pragnienie tego, by odrzucić „nowe" jest duże i powszechne. Dotąd nie było bowiem (jawnego) bezrobocia -teraz tysiące zdesperowanych ludzi bez szans i bez nadziei na przyszłość poszukuje pracy. Dotąd cena proszku do prania czy żelazka (jeśli można było je kupić) była niezmienna, teraz nie tylko rośnie wraz z inflacją, ale też ten sam przedmiot ma różne ceny w różnych sklepach.

Przedwczorajsza stabilność nawet jeżeli nie lepsza, była zapewne łatwiejsza. Przestępczość lawinowo narasta. Siermiężny socjalistyczny purytanizm zastąpiły neony sex-shopów i kolorowe witryny z pismami porno. Rzadką i wstydliwie ukrywaną w socjalizmie zamożność zastąpiła krzykliwa ostentacja nowobogackich fortun, bardzo często podejrzanej proweniencji. Kościół dotąd znosił prześladowania ze strony „onych", obcych, teraz niektórzy „swoi" wykpiwają religijną wiarę, propagują w mediach antyklerykalizm.

W takich chwilach każdy, kto mówi o „zgniliźnie i dekadencji", „korupcji i oszukiwaniu narodu" oraz o „moralnej odnowie" i „sprawiedliwości społecznej" jawi się jako sojusznik. I trzeba dużej przenikliwości, by dostrzec, że bardzo często są to populistyczne i demagogiczne slogany wznoszone zarówno na skrajnej lewicy, jak i prawicy. W tej sytuacji bardzo silna Jest antyliberalna pokusa

6 Jest jeszcze - obserwowany wszędzie tam, gdzie prześladowania Kościoła były silne - problem „efektu lodówki". Albowiem uczniowie Chrystusa, którzy dziesiątki lat trwali wiernie przy swoim Kościele, pragną go odbudowywać w takim kształcie, jakiemu dochowywali wierności, jaki posiadał on w „złotym wieku" - przed komunizmem. To za wierność temu Kościołowi ryzykowali życiem przez kolejne dziesięciolecia, a niektórzy z nich zapłacili za to najwyższą cenę. To o takim odrodzonym Kościele śnili nielegalnie po nocach. A teraz, po półwiecznej ewolucji, po soborowej odnowie (zwłaszcza liturgii), jacyś „obcy", „emigranci", „nowinkarze", którzy w życiu nie zaznali ni lęku, ni biedy, chcą im narzucić obce obyczaje, nowy język, nowe szaty.

7 Ten ostatni problem ma wewnątrzkościelny charakter, ale może mieć świeckie mutacje, jak choćby próbę ubierania byłych pionierów noszących dziś T-hirty z Jacksonem w przedwojenne skautowskie mundurki, czy reanimowanie replik partii działających w przeszłości. Jednak do tej samej wody nikomu nie uda się wstąpić. Starsi długo nie są w stanie w to uwierzyć. Dla wnuków „stary świat" jest wyłącznie historią.

8 Niebezpieczny jest też „mechanizm podstawiania", który skutecznie stosują postkomuniści we wszystkich krajach. Bowiem wieloletnia ich hegemonia wykształciła wśród ludzi instynktowny wręcz mechanizm poznawczy adekwatnie objaśniający ówczesną, socjalistyczną rzeczywistość. To mechanizm oparty na powszechnej podejrzliwości i dualistycznym podziale świata na „my" i „oni". Trafnie opisywał on rzeczywistość, w której publicznie do głosu dochodzili jedynie przedstawiciele monopartii, a byli nimi dziennikarze, działacze związkowi, nauczyciele, żołnierze, a niekiedy także eksponowani ulegli reżimowi pisarze, aktorzy, księża, czy sportowcy, nie wspominając już o policjantach i politykach. Dla każdego było oczywistością, że za komunikowanymi przez nich społeczeństwu poglądami zawsze stoją niejawne gremia podejmujące rzeczywiste decyzje, że z ukrycia wszystkim rządzą „oni". Ta struktura poznawcza automatycznie przeniesiona w nowe warunki tak samo owocuje podejrzliwością w życiu społecznym. Nie jest jedynie jasne, kim są nowi „oni". Nie znaczy to jednak, że „onych" nie ma. Znaczy to tyle tylko, że maskują się dziś jeszcze lepiej. „Onymi" może być rząd, kler, media, eurokraci, Niemcy, Amerykanie, międzynarodowa finansjera.

Co wiecej, beneficjenci starego systemu, wytrawni socjotechnicy, którzy po niewielkiej zmianie makijażu, w każdym postkomunistycznym społeczeństwie -jak się okazuje - zachowują istotne wpływy, niezwykle umiejętnie wpajają ludziom przekonanie, że nowa elita władzy jest w istocie taka sama, jak miniona, że rządy przejęli teraz inni „oni".

W Polsce udało im się wpoić ludziom, że „czarny" zastąpił „czerwonego". Dla społeczeństwa nieprzywykłego do widoku kapelanów wojskowych, obecności księży w mass-mediach czy szkołach, wystarczyło parę niezręcznych wypowiedzi i działań łudzi Kościoła oraz seria demagogicznych tricków postkomunistów, by zaufanie do Kościoła poleciało na łeb i na szyję.

Mimo że rzecz działa się w społeczeństwie w wyraźnej większości katolickim, a także antykomunistycznym, potrzebne było oswojenie się z nowymi realiami, długa praca wyjaśniająca ze strony Kościoła i - last but not least - wyraźne przesunięcie się Kościoła z sfery politycznych zaangażowań ku poziomowi meta-polityki, pomogło odbudować poważnie nadszarpnięte w pierwszych latach transformacji zaufanie.

9 Zarazem prowadzone na szeroką skalę badania socjologiczne potwierdzają tocquevillowską tezę, że prężny Kościół dobrze służy demokratycznemu społeczeństwu.

Z zadziwiająco dużą korelacją można pokazać, że wraz ze wzrostem praktyk religijnych wzrasta poziom zaangażowania obywatelskiego; wyższa jest frekwencja wyborcza, mniejsze szansę elekcji mają populistyczni kandydaci, więcej jest oddolnie zakładanych stowarzyszeń. Szczególnie silna korelacja między gorliwością religijną a zaangażowaniem obywatelskim występuje na terenach przyznanych Polsce po II wojnie światowej, gdzie wśród napływowej ludności Kościół był jedyną znaczącą silą regenerującą zniszczoną tkankę społeczną. Jak widać w codziennym polskim życiu, dobrze sprawdza się teza, wielokroć przypominana przez Jana Pawła II, że Kościół jest strażnikiem wolności.

10 Podsumowując; wychodzenie z komunizmu jest procesem skomplikowanym i pełnym zagrożeń, niosącym wiele nadziei, ale też bólu i rozterki. Jednakże od ponad 9 lat dzień w dzień Panu Bogu dziękuję, że postawił przed nami taki problem.

 

Autor jest prowincjałem zakonu dominikanów. Tekst został wygłoszony w Miami na konferencji o polskiej transformacji.

Biuro w Krakowie
email
ul. Dominikańska 3/13 31-043 Kraków
tel. 012 423 11 75
otwarte: pon. - pt. 9-15
Biuro we Wrocławiu
email
ul. Nowa 4/1b 50-082 Wrocław
Biuro w Warszawie
email
ul. Freta 20/24a pok. 108 00-227 Warszawa