Podany e-mail jest niepoprawny!
Pochodna jest dodatnia
(...)Ogromne przemiany, jakie dotknęły społeczeństwo polskie po 1989 roku, nieuchronnie wywołały rodzaj nerwicy społecznej. Dopóki spajało nas marzenie o niepodległej Polsce, "Solidarność" miała wielki potencjał jednoczenia i przekraczania podziałów.(...)
15 października 2008

Bitwy, potyczki, zaczepki

Gdy Polską rządziło PiS, niektórzy komentatorzy byli zdania, że oto mamy do czynienia z kulturową wojną. Wojną o pamięć, interpretację najnowszych dziejów i ocenę roli elit. Teraz być może czeka nas kolejna wojna - wokół zapłodnienia in vitro, roli Kościoła i religii w społeczeństwie. Fakt, że już raz tę wojnę stoczyliśmy, w niczym zapewne nie umniejszy jej zajadłości. Czy polski dyskurs publiczny jest na nią przygotowany? Czy to, że spór wybucha właśnie wokół takich tematów, świadczy o dojrzałości czy wręcz przeciwnie - totalnej niedojrzałości naszej demokracji? O to wszystko pytamy uczestników naszej dzisiejszej ankiety - socjologów Pawła Śpiewaka i Andrzeja Rycharda oraz publicystę o. Macieja Ziębę. Najbardziej sceptycznie brzmi głos tego pierwszego. Śpiewak zwraca uwagę, że w polskiej sferze publicznej brakuje języka i odpowiedniej płaszczyzny dla sporu dotyczącego kwestii moralnych. Wynika to ze słabego zakorzenienia w Polsce kultury liberalnej. A to ona w świecie zachodnim umożliwia prowadzenie cywilizowanych sporów i sprawia, że wojny kulturowe nie stają się wojnami na śmierć i życie. Zdaniem Andrzeja Rycharda spora część polskich sporów po 1989 roku to zaledwie zaczepki, które pozorują istotny spór. A ten powinien dotyczyć przede wszystkim charakteru polskiej modernizacji i tego, jak polska tradycja może funkcjonować w europejskim kontekście. Polscy polemiści (zwłaszcza politycy) omijają jednak ów fundamentalny temat szerokim łukiem. Polskie spory mogą być konstruktywne, ale wedle Rycharda trudno na razie uznać, by debata publiczna w znaczącym stopniu wzbogacała naszą tożsamość. Bardziej optymistycznie widzi tę sprawę Maciej Zięba. Jego zdaniem w sferze kulturowych sporów następuje jednak pewien postęp. Jeśli porównać polską debatę publiczną sprzed 10 - 15 lat ze stanem obecnym, można zauważyć, że dyskusje stały się bardziej merytoryczne i racjonalne. Trudniej jest posługiwać się prostackimi uogólnieniami i celowo kierować dyskusję na fałszywe tory.

(...)

Pochodna jest dodatnia

Maciej Zięba

dominikanin, publicysta

Ogromne przemiany, jakie dotknęły społeczeństwo polskie po 1989 roku, nieuchronnie wywołały rodzaj nerwicy społecznej. Dopóki spajało nas marzenie o niepodległej Polsce, "Solidarność" miała wielki potencjał jednoczenia i przekraczania podziałów. W nowej rzeczywistości okazało się, że marzeń o wolnej Polsce było nie kilka czy kilkanaście, ale po prostu wiele milionów. W oczywisty sposób najczęściej ze sobą sprzecznych. Błyskawiczna transformacja systemu politycznego, ekonomicznego i kulturowego była prawdziwą rewolucją, ze wszystkimi jej bolączkami - łącznie z tym, że robotnicy, najważniejsi autorzy "Solidarności", stali się wielkimi przegranymi swojego sukcesu. W atmosferze wzajemnych podejrzeń podziały i agresja były coraz większe.

Sytuacja ta szczególnie wyraźnie uwidoczniła się w stosunkach Kościoła i opozycji demokratycznej. Spora część środowisk opozycyjnych czuła się przestraszona potęgą Kościoła, oskarżała go o próbę przejęcia władzy i budowania państwa wyznaniowego. U wielu budził się lęk, że cofniemy się do lat 30., do czasów endeckiego radykalizmu. Kościół, dotąd hołubiony przez całe społeczeństwo, znalazł się pod silnym ostrzałem. Ze swej strony Kościół czuł się atakowany w sposób jednostronny i zarzucał opozycji, że na jego plecach doszła do wolnej Polski. Ostatecznie część dawnej opozycji demokratycznej wraz z aparatem postkomunistycznym, wciąż silnym (i inteligentnie wmawiającym społeczeństwu, że "czarny" zajął miejsce "czerwonego"), zbudowała jeden obóz "obrońców wolności". Po stronie Kościoła zaś powstał drugi obóz "obrońców wartości i wiary". Oba obozy tworzyli głównie radykałowie. Sytuacja wyglądała następująco: ekstremiści z jednej strony rozpętywali jakiś spór, nadając mu tonację emocjonalno-agresywną, potem zgodnie z oczekiwaniami w taki właśnie sposób reagowała strona druga, a następnie - głównie dzięki mediom - dyskusja schodziła do sal wykładowych, zakładów pracy, salonów fryzjerskich i prywatnych domów. Ludzie zaczynali debatować w "zadany" przez ekstremistów sposób i na "zadany" przez nich temat. Tak rozpoczęło się to, co Jarosław Gowin nazwał "zimną wojną religijną".

To właśnie ta wojna spowodowała, że przez wiele lat po 1989 roku nie udało się przeprowadzić reformy ustrojowej państwa, że problem dekomunizacji nie został jasno postawiony, że nierozwiązana pozostała kwestia prywatyzacji.

Podkreślmy, że pęknięcie i antagonizacja różnych środowisk były w Polsce po 1989 roku nieuchronnie. Ruchy Mahatmy Ghandiego czy Martina Luthera Kinga dzieliły się w sposób jeszcze bardziej dramatyczny. Jednak dałoby się pewnie sporo zmienić w stylu i poziomie toczonych sporów. Ta sama kwestia może przecież zostać absolutnie różnie potraktowana. O problemach aborcji czy zapłodnienia in vitro da się dyskutować publicznie na poziomie racjonalnym, odwołując się do założeń filozoficznych, wyników badań naukowych czy rachunku ekonomicznego (nawet jeśli istnieją wyraźne różnice stanowisk) i tą drogą szukać konsensusu. Wiele zależy od elit politycznych, które - niestety - potrafiły nierzadko wszcząć fundamentalne spory całkowicie instrumentalnie, tylko po to, by zmobilizować swój elektorat albo poszerzyć go o parę procent. Nie bez znaczenia jest także wpływ mediów, które z reguły przedstawiają niezmiernie skomplikowane kwestie w sposób bardzo powierzchowny, stosując klisze politycznej poprawności, nie siląc się na racjonalne argumenty czy bardziej pogłębioną analizę. Ale też z naszej, kościelnej, strony powinniśmy w debacie publicznej unikać argumentacji stricte religijnej, a zamiast tego posługiwać się argumentami racjonalnymi, które by przekonały nieprzekonanych. Atmosfera wzajemnych oskarżeń i obrzucania się inwektywami przynosi natomiast całkowicie odwrotny skutek - zwiększa poziom zacietrzewienia i polaryzuje społeczeństwo.

Na koniec wyznam, że pomimo wszystko jestem jednak nastawiony optymistycznie. Kryzys był poważny, ale w znacznej mierze jest już za nami. Element racjonalny w Polsce ma coraz większe znaczenie. Kiedyś kręgi takie jak SLD zawsze potrafiły "wypuścić lisa", by sfora psów pogoniła za nim i w ten sposób odwrócić uwagę od innych problemów. Teraz nie jest to już takie proste. Nasza debata publiczna wciąż ma sporo mankamentów, jednak w porównaniu z tym, co działo się 7, 10 czy 15 lat temu, stała się już znacznie bardziej racjonalna i merytoryczna. Często powtarzam, że Pana Boga głównie interesuje pochodna, a więc kierunek zmian. Jeżeli jest dodatnia, to już jest dobrze. A nasza jest na szczęście dodatnia.

Biuro w Krakowie
email
ul. Dominikańska 3/13 31-043 Kraków
tel. 012 423 11 75
otwarte: pon. - pt. 9-15
Biuro we Wrocławiu
email
ul. Nowa 4/1b 50-082 Wrocław
Biuro w Warszawie
email
ul. Freta 20/24a pok. 108 00-227 Warszawa