Jeśli chodzi tylko o sam świat polityki, lista obejmuje nazwiska wielu poważnych osobistości, w jednakowych proporcjach wymienia postaci budzące podziw i te, które budzą odrazę: Churchill, Lenin, Stalin, Mao, Roosevelt i Reagan. Rozszerzając poszukiwania wybitnych kandydatów do tego zaszczytnego tytułu poza świat zorganizowanej polityki, można w sposób przekonujący wskazać na osoby Jamesa Watsona i Francisa Cricka – naukowców, którzy rozwiązali zagadkę „podwójnej spirali” DNA, stanowiącej klucz do zrozumienia biotechnologii oraz tego, co prawie na pewno stanowić będzie grupę najpilniejszych zagadnień, podlegających publicznej debacie w XXI w. Pod koniec wieku, który w ogromnym stopniu został ukształtowany poprzez zastosowanie, zarówno w dobrym, jak i w złym celu, nowej wiedzy naukowej, można także argumentować za Fermim, Heisenbergiem bądź innym wielkim fizykiem połowy XX w. jako osobą, która wywarła największy wpływ na nasze czasy. Nie ulega także wątpliwości, iż osobą, której wpływu na XX stulecie przecenić nie sposób był Zygmunt Freud, mimo iż jego status naukowca i osoby zajmującej się psychiką ludzką został w ostatnich dziesięcioleciach mocno zakwestionowany.
Zawsze istnieje pewien element arbitralności przy zestawianiu wszystkich tego typu list. W rzeczy samej jest to przypadek, w którym postmodernistyczne zamiłowanie do hermeneutyki ma szczególny sens. W wybieraniu symbolicznej postaci kończącego się XX w. podstawową sprawą jest to, w jaki sposób patrzy się na rzeczywistość, w tym zaś przypadku – na dynamikę historii.
Jeśli uważa się, że polityka nie jest niezależną zmienną wśród ludzkich spraw, lecz (jak to wielu argumentowało na stronach tego magazynu) jest funkcją kultury, w sercu której leży cultus, religia – to do czego przywiązujemy szczególną wagę i co czcimy – wówczas możemy z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że osobą, która w najbardziej wyjątkowy sposób ucieleśnia cierpienia i triumfy XX w., jest papież Jan Paweł II.
Pewne argumenty oparte o zasadę „kultura na pierwszym miejscu”, przemawiające za wyższością Jana Pawła II, mają charakter instytucjonalny. Kościół katolicki jest prawdopodobnie najbardziej wpływową wspólnotą religijną ostatniego stulecia, kształtującą świat, który odziedziczymy w XXI w. Kościół katolicki w XXI w. został w istotny sposób uformowany poprzez autorytatywną interpretację Soboru Watykańskiego II – najważniejszego wydarzenia religijnego XX stulecia – dokonaną przez Jana Pawła II. Z tego też powodu Jan Paweł II może być uważany za postać, która wywarła największy wpływ na XX w. Co więcej, jego nauczanie będzie w sposób instytucjonalny rozwijane w przyszłości, w odróżnieniu od poglądów głoszonych przez innego wielkiego słowiańskiego świadka moralności, który mógłby w sposób wiarygodny rościć pretensje do bycia człowiekiem stulecia, Aleksandra Sołżenicyna. Argumentując za Janem Pawłem II, należy oczywiście pamiętać, iż ten tak bardzo reformatorski papież oraz jego dokonania nie są osiągnięciami jednostki. Jan Paweł II wyrósł z samego serca Kościoła i kapłaństwa, i nie może być rozumiany w oderwaniu od tych rzeczywistości.
W tym miejscu jednak można i należy przeprowadzić głębszą argumentację. Jan Paweł II nie jest symboliczną postacią XX w. jedynie ze względu na fakt, iż jego nauczanie i świadectwo, które miały tak oczywisty wpływ na historię naszych czasów, będą w sposób instytucjonalny rozwijane w przyszłości, w przeciwieństwie do tego, co głosili Churchill, Lenin, Stalin, Mao, Roosevelt czy Reagan. Jan Paweł II prawdopodobnie dlatego jest reprezentatywną postacią XX w., ponieważ jego życie, w wymiarze osobowym i duchowym, jest ucieleśnieniem kryzysów człowieka, w powstanie których w charakterystyczny dla siebie sposób byli zaangażowani Churchill, Lenin, Stalin, Mao, Roosevelt czy Reagan (nie wspominając już o Watsonie i Cricku, Heisenbergu, Fermim czy Freudzie). Zaś nauczanie papieskie, które wyrosło z głębokiej refleksji filozoficznej i teologicznej nad tymi kryzysami, pokazało prężność, wręcz nieodzowność religii w analizowaniu kryzysu współczesnego humanizmu. Wiek XX, który rozpoczął się od dufnego stwierdzenia, iż ludzkość nie potrzebuje religii, pokazał, że jest rzeczywiście możliwe skonstruowanie świata bez Boga. Udowodnił również, iż bez religii ludzkość była w stanie stworzyć jedynie taki świat, w którym jeden człowiek występował przeciwko drugiemu, przywodząc wielokrotnie rodzaj ludzki na skraj katastrofy.
Ostatecznie, jeśli uważa się, iż chrześcijaństwo nosi w sobie prawdę o dziejach świata, wówczas postać Jana Pawła II pojawia się rzeczywiście w wyraźny sposób. Dotyczy to także innych postaci, takich jak choćby Billy Graham, który nadał ewangelikalnemu protestantyzmowi nowy dynamizm i niespotykany wcześniej światowy zasięg, czy Karl Barth, który ucieleśnił w sobie ostatnią wielką próbę odbudowania chrześcijańskiej ortodoksji, nie w oparciu o Rzym czy chrześcijański Wschód, lecz sięgającą XVI w. tradycję Reformacji. Jednak ani Billy Graham, ani Karl Barth nie stali się tego formatu świadkiem moralności dla świata, co Jan Paweł II. W tym zaś sensie (ponieważ papież podkreśla, iż jego publiczne świadectwo w zakresie moralności jest zawsze i wszędzie wyrazem jego chrześcijańskiej wiary) żaden z nich nie stał się tego rodzaju ewangelistą, jakim Jan Paweł II jest dla całej ludzkości.
Rok 1968 był niedobrym rokiem w stuleciu obfitującym w złe lata. W lutym 1968 r. – roku, w którym tkanina Zachodu wydawała się rozchodzić w szwach, zaś czołgi Armii Czerwonej zmiażdżyły zreformowany komunizm Praskiej Wiosny, kardynał Karol Wojtyła pisał do swego przyjaciela, jezuickiego teologa Henri de Lubaca, o zakrojonym na szeroką skalę filozoficznym projekcie, w który był zaangażowany wśród swoich wielu pasterskich zadań:
Bardzo rzadkie wolne chwile wykorzystuję na pracę, bliską mojemu sercu, poświęconą metafizycznemu sensowi i tajemnicy OSOBY. Wydaje mi się, że dzisiaj debata toczy się na innej płaszczyźnie. Zło w naszych czasach w pierwszym rzędzie polega na pewnego rodzaju degradacji, nawet zniszczeniu, fundamentalnej jedyności każdej osoby ludzkiej. To zło leży nawet bardziej w porządku metafizycznym niż moralnym. Tej dezintegracji planowanej czasami przez ideologie ateistyczne ideologie, musimy zamiast jałowych polemik przeciwstawić coś w rodzaju „rekapitulacji” nienaruszalnej tajemnicy osoby .
Taki radykalny humanizm, takie obejmujące całe życie zaangażowanie na rzecz „nienaruszalnej tajemnicy osoby” było i jest odpowiedzią Karola Wojtyły na wiek, w którym fałszywy humanizm doprowadził do stosów trupów i morza krwi, do Oświęcimia i Gułagu, do aborcji jako szeroko rozpowszechnionego sposobu regulacji płodności oraz do wizji biotechnicznego przetworzenia człowieka. Dokonując refleksji nad humanizmem godnym osoby ludzkiej, głosząc kazania, pisząc o nim i działając w oparciu o niego, Jan Paweł II zajął się trzema nie cierpiącymi zwłoki zagadnieniami w dyskusji na temat człowieka. Uczynił to w sposób, który najprawdopodobniej jeszcze przez długi czas będzie kształtował debatę na te tematy. Zagadnienia te to: priorytet kultury, istota miłości erotycznej i antropologia wolności.
Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie, Karol Wojtyła w śmiały sposób zakwestionował rozpowszechnione w całym stuleciu przekonanie, iż siłą napędzającą historyczne przemiany w świecie jest polityka bądź ekonomia.
Wiek XX doświadczył śmiertelnych konsekwencji politycznego szaleństwa rozpętanego przez rewolucję francuską. Tym bardziej więc uderzającym (i być może stanowiącym przejaw ironii mającej również boży sens) jest fakt, iż upadek totalitaryzmu jako godnego zaufania politycznego modelu miał miejsce w 1989 r., dwieście lat po tym, jak jakobiński ogień opanował ludzkie umysły i sumienia w imię fałszywej idei wolności. Ze względu na swą oczywistą niezdolność do konkurowania w świecie zdominowanym przez rewolucję mikroprocesorową i cyfrową, ekonomia marksistowska tak czy owak załamałaby się w pewnym momencie. Lecz nawet wówczas gdy komunizm słabł, a nawet już po jego upadku, swego rodzaju pozostałości marksizmu były nadal obecne na Zachodzie, gdzie zbyt wielu ludzi wciąż wierzyło, iż to właśnie ekonomia rządzi rzeczywistością.
Rola, jaką odegrał Jan Paweł II w upadku europejskiego komunizmu, uwolniła jego słowiańskich braci od tej szczególnej plagi politycznej, zakwestionowała zakładaną wyższość polityki i ekonomii w naszym rozumieniu historii i udzieliła światu lekcji na temat kultury, która stanowi rzeczywisty motor przemiany.
Pielgrzymki papieża do Polski w czerwcu 1979 r. i na Kubę w styczniu 1998 r. to dwa punkty graniczne papieskiej strategii zmian opartej na postawieniu kultury na pierwszym miejscu, strategii, która stanowi publiczny wymiar jego ugruntowanego zaangażowania się na rzecz przeciwstawienia się „całkowitemu zniszczeniu” osoby ludzkiej (tak jak to wyraził w liście do de Lubaca). Zarówno w Polsce, jak i na Kubie komunistyczne reżimy trzymały przez czterdzieści lat w ucisku narody historycznie chrześcijańskie. Zarówno w Polsce, jak i na Kubie Jan Paweł II odniósł się do tego szczególnego politycznego rodzaju zniszczenia człowieka, poprzez przywrócenie narodowi jego autentycznej historii i pamięci kulturowej. Jego przesłanie na różne sposoby i bez jakichkolwiek odniesień do będącego aktualnie u władzy reżimu, wyrażało, iż: „To, co o was mówią, jest nieprawdą. Oto, kim jesteście. Jesteście Polakami bądź Kubańczykami, ponieważ chrześcijaństwo było głównym czynnikiem tworzącym tę ludzką rzeczywistość, którą nazywamy «Polakami» bądź «Kubańczykami». Odkryjcie na nowo źródło waszej tożsamości, pogłębcie wasze przylgnięcie do niej, a staniecie się wolni w sposób, którego żadna ludzka władza nie będzie wam w stanie odebrać”. Skutki takiego przesłania stały się widoczne w Polsce w ciągu kolejnych czternastu miesięcy: rewolucja sumienia, zapoczątkowana przez Jana Pawła II w czerwcu 1979 r., dała początek narodzinom „Solidarności”, zaś po dziesięciu latach walki bez użycia przemocy komunizm upadł. Skutki takiego przesłania nie były tak gwałtowne czy dramatyczne na Kubie. Jednak Fidel Castro i ci, którzy kontynuują jego styl rządzenia, nie mogą być spokojni o ostateczny wynik.
Upadek komunizmu, jak wszystkie wielkie momenty historyczne, był wynikiem zbieżności wielu czynników: niedociągnięć marksistowskiej ekonomii, dynamizmu uwolnionego w Europie Środkowej poprzez Deklarację Końcową z Helsinek z 1975 r., polityki Ronalda Reagana i Margaret Thatcher oraz zmiany pokoleniowej w kierownictwie radzieckim. Chcąc jednak zrozumieć, dlaczego komunizm upadł właśnie w 1989 r., a nie w 1999 r., 2009 r. czy 2019 r. oraz to, w jaki sposób się to stało (przede wszystkim bez rozlewu krwi), należy wziąć pod uwagę w tym skomplikowanym równaniu rewolucję sumienia przeprowadzoną przez Jana Pawła II. Uwzględniając ten fakt, człowiek staje się odporny zarówno na mające charakter polityczny iluzje jakobinizmu, jak i mające charakter ekonomiczny iluzje marksizmu, dotyczące dynamiki historii. Już ze względu na to jedno wielkie osiągnięcie, istnieją poważne racje za uznaniem Jana Pawła II za symboliczną postać jego i naszych czasów.
Kolejną próbą redefinicji człowieka w imię pewnej koncepcji wolności była rewolucja seksualna. W tym przypadku chodziło o wolność realizowania zasady przyjemności, o ile „nikomu innemu” (bądź raczej nikomu innemu, komu państwo przyznaje „wyraźny interes”) nie czyni się szkody. Początkowa odpowiedź chrześcijaństwa na rewolucję seksualną nie była zbyt imponująca. Większość liberalnych protestantów po prostu się jej poddała. Zaś encyklika Pawła VI Humanae vitae z 1968 r., będąca pierwszą poważną próbą ze strony papieża odniesienia się do skutków rewolucji seksualnej, po tym jak weszła już ona do głównego nurtu zachodniej kultury, okazała się z pastoralnego punktu widzenia przedsięwzięciem nieudanym. Kiedy dziesięć lat później Jan Paweł II został wybrany papieżem, kwestia Humanae vitae przyczyniła się do poważnego problemu wiarygodności Kościoła w zakresie wielu innych zagadnień pokrewnych. Zaś w momencie, gdy ogromne zniszczenie osoby ludzkiej dokonane przez rewolucję seksualną zaczęło pobudzać do ponownej refleksji osoby (zwłaszcza kobiety), które poprzednio były jej entuzjastami, wydawało się, iż Kościół katolicki ma niewiele do zaoferowania, aby zmienić kształt toczącej się debaty.
„Teologia ciała”, którą Jan Paweł II nakreślił podczas swoich stu trzydziestu rozważań wygłoszonych podczas audiencji generalnych w latach 1979-1984, jest być może najbardziej twórczą odpowiedzią chrześcijaństwa XX w. na rewolucję seksualną i spowodowane przez nią „całkowite zniszczenie” osoby ludzkiej. Jej filozoficznym jądrem jest twierdzenie, iż to, co możemy nazwać „prawem daru”, jest wbudowane w samą strukturę ludzkiego bytowania w świecie. Dlatego też dar z siebie samego, a nie samopotwierdzenie, jest królewską drogą do pełnego rozwoju człowieka.
Prawda tej głębi, wyrażająca ludzką kondycję, którą – zdaniem papieża –można pokazać przy pomocy starannej analizy ludzkiego działania moralnego, ma ogromne znaczenie w podjęciu wezwania rzuconego przez rewolucję seksualną. Seks przeżywany dziś jako rzeczywistość, w której wszystko jest dozwolone, jest instynktowny i bezosobowy. Jednak taki rodzaj seksu nie wykracza ponad poziom seksualności zwierzęcej, która jest również instynktowna i bezosobowa. Jedynie seks, który jest wyrazem oddającej się miłości, nie zaś wykorzystania drugiego dla chwilowego zaspokojenia, jest godny osoby ludzkiej. Czystość, według tej analizy, jest tym, co Jan Paweł II nazywa „integralnością miłości” – cnotą, która pozwala człowiekowi kochać drugiego jako osobę. Zostaliśmy stworzeni jako istoty wolne – twierdzi papież. Możemy więc uczynić z siebie wolny dar dla innych. Jesteśmy wolni, możemy więc kochać w sposób wolny, a przez to kochać w sposób prawdziwy. Prawdziwa wolność, wolność, która wyraża się w oddaniu, stanowi kontekst prawdziwie humanistycznej etyki seksualnej.
Teologicznym jądrem „teologii ciała” Jana Pawła II jest jego głęboko sakramentalne postrzeganie rzeczywistości. Nasza cielesność, bycie mężczyzną i kobietą, nie jest przypadkowym dziełem biologii ewolucyjnej, podkreśla papież. Owo ucieleśnienie i komplementarność weń wbudowana wyraża raczej niektóre z najgłębszych prawd tego świata i mówi nam coś na temat jego Stwórcy. Jan Paweł II posuwa się nawet do stwierdzenia, iż miłość erotyczna w ramach wierności małżeńskiej jest obrazem wewnętrznego życia Boga w Trójcy Świętej, wspólnotą wzajemnego oddawania się i wzajemnego przyjmowania. Stąd też miłość erotyczna w obrębie chrześcijańskiego małżeństwa jest aktem kultu.
Upłynie wiele lat zanim Kościół katolicki, a tym bardziej szersza kultura zacznie powoli asymilować treść tego nauczania. Pilnie potrzeba dodatkowej literatury, która będzie zdolna odsłonić głębię tych skondensowanych, wygłoszonych podczas audiencji rozważań. Jednak na potrzeby obecnej chwili warto zauważyć, iż biskup Rzymu, często pojmowany jako strażnik tradycji, noszącej na sobie głębokie piętno manichejskiej deprecjacji miłości erotycznej, sformułował głęboko humanistyczną odpowiedź na rewolucję seksualną, która zarówno czytelnikom „Playboya”, jak i „Cosmopolitan” mówi, że „ludzka seksualność jest znacznie bogatsza, niż to sobie wyobrażacie”.
Po trzecie, radykalny humanizm Jana Pawła II pomógł ponownie ukształtować debatę na temat przyszłości życia społecznego w wolnych społeczeństwach XXI w. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX w. – wieku, w którym nastąpił upadek monarchii, zaś totalitaryzm w swojej faszystowskiej i komunistycznej postaci został pokonany, wydawało się, iż demokracja i wolny rynek zatriumfują. Pragnąc społeczeństwa, które chroniłoby podstawowe prawa człowieka, przy równoczesnym rozwijaniu dobra wspólnego, wybrano zasady demokracji oparte na idei uczestnictwa. Pragnąc wzrostu gospodarczego, wyższego materialnego standardu życia dla wszystkich oraz jak najszerszego zastosowania tego, co redaktor naczelny miesięcznika „First Things” nazwał „cyklem tworzenia i wymiany”, wybrano nie gospodarkę kierowaną przez państwo, lecz gospodarkę rynkową. Jan Paweł II podzielał wszystkie te przekonania, co w jasny sposób wyraził w encyklice Centesimus annus z 1991 r. Szybko jednak także rozszyfrował nowe zagrożenia wobec „tajemnicy ludzkiej osoby”, które pojawiły się w świecie po okresie zimnej wojny. Poświęcił także większość dekady lat dziewięćdziesiątych na próbę wyjaśniania, iż wolność oderwana od prawdy moralnej – „wolność obojętności”, która zdominowała rozwiniętą kulturę zwycięskiego Zachodu – w sposób nieunikniony niszczy samą siebie.
Wolność uwolniona od prawdy jest największym wrogiem samej siebie. Jeśli istnieje wyłącznie twoja i moja prawda i żaden z nas nie uznaje transcendentnej zasady moralnej (nazwijmy ją „prawdą obiektywną”), według której można rozstrzygać istniejące między nami różnice, wówczas jedynym sposobem rozstrzygania sporu jest narzucenie twojej woli mnie, bądź mojej woli tobie. Wolność uwolniona z prawdy prowadzi do chaosu, chaos prowadzi do anarchii. Ponieważ ludzie nie mogą tolerować anarchii, tyrania jako odpowiedź na ludzki wymóg porządku już czai się za rogiem. Fałszywy humanizm wolności rozumianej jako obojętność prowadzi wpierw do rozkładu wolności, a następnie do jej całkowitego zaniku.
Podobnie rzecz ma się z gospodarką. Jeżeli żywa publiczna kultura moralna nie dyscyplinuje i nie kieruje mającą wybuchowy charakter ludzką energią, uwolnioną przez wolny rynek, rynek koniec końców niszczy kulturę, która umożliwia jego istnienie. W tym, co Zbigniew Brzeziński zgrabnie opisał jako „permisywną obfitość” przyszłości, w społeczeństwie niespotykanego materialnego bogactwa i równie niespotykanego pobłażania sobie, wartości konieczne do funkcjonowania wolnego rynku: samokontrola, skłonność do odraczania zaspokojenia, talent do pracy zespołowej oraz umiejętność podejmowania roztropnego ryzyka zanikają. To MTV, a nie Federalna Komisja ds. Handlu czy też Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jest prawdziwym wrogiem wolnej gospodarki.
Taka wizja wolnego, kwitnącego i opartego na cnotach moralnych społeczeństwa, sama w sobie będąca produktem radykalnego humanizmu Karola Wojtyły nie odniosła zwycięstwa w rozwiniętym świecie. Jednak propozycja została rzucona. Jest ona częścią intelektualnego i moralnego dziedzictwa ponad miliarda katolików, a także wielu, wielu innych, którzy dostrzegają w niej najbardziej całościową i pociągającą wizję życia społecznego, zaproponowaną na progu nowego stulecia i nowego milenium. Również ta propozycja jest argumentem za twierdzeniem, iż Jan Paweł II jest symboliczną postacią naszych czasów.
„Nie lękajcie się!” – antyfona inauguracyjnej homilii Jana Pawła II, wygłoszonej 22 października 1978 r. stała się szybko rodzajem motta tego pontyfikatu. Fakt, iż to czytelne wezwanie do ożywienia odwagi na koniec XX w. nie było nigdy uważane, nawet przez adwersarzy papieża, za niemożliwy do zrealizowania sen czy też przejaw sentymentalnej pobożności, mówi nam wiele o Karolu Wojtyle. Milovan Djilas (wówczas dysydent w byłej Jugosławii) miał rację, gdy twierdził, iż największe wrażenie w osobie papieża wywołuje fakt, iż jest on człowiekiem zupełnie pozbawionym lęku. Tego rodzaju odwaga tłumaczy w znacznym stopniu atrakcyjność radykalnego humanizmu Karola Wojtyły jako odpowiedzi na kryzysy XX w.
Ważnym jest jednak podkreślenie, iż ów brak lęku nie ma charakteru stoickiego. Nie jest także produktem ubocznym osobistej „autonomii” Karola Wojtyły. Jest to raczej brak lęku specyficznie chrześcijański. Przykładem takiego braku lęku byli wpierw dla młodego Karola Wojtyły jego ojciec wdowiec oraz biskup, który udzielił mu święceń kapłańskich – człowiek, którego sam Karol Wojtyła nazywał „księciem niezłomnym” – kardynał Adam Stefan Sapieha, który przeprowadził Kościół krakowski przez ciemną noc hitlerowskiej okupacji. Te doświadczenia braku lęku zostały pogłębione poprzez obejmującą całe życie medytację tajemnicy Krzyża. W sercu bowiem papież jest karmelitą, a św. Jan od Krzyża pozostaje jego mistrzem duchowym. Skoncentrowane na Krzyżu spojrzenie na świat i historię wyklucza w chrześcijańskim humanizmie papieża wszelki ślad naiwnego optymizmu. W humanizmie tym, strach nie jest wyparty lecz przemieniony, przemieniony poprzez głębokie osobowe spotkanie z ukrzyżowanym i opuszczonym Chrystusem, który uwalnia od strachu tych, którzy doświadczają tego spotkania.
Twierdzenie, iż uniwersalność czyichś zainteresowań, współczucia i trosk jest odwrotnie proporcjonalne do głębi szczegółowych przekonań jest jednym ze sloganów kończącego się XX w. Według ogólnej opinii wielu osób współczesnych Karolowi Wojtyle, intensywność jego przekonania o tym, iż Krzyż jest prawdą świata, a nie jedynie kolejną propozycją w supermarkecie „duchowości”, powinna była uczynić zeń człowieka o szalenie wąskich, wręcz sekciarskich przekonaniach. Jednak także i tutaj Jan Paweł II okazał się być ważnym, a być może nawet najważniejszym znakiem sprzeciwu.
Wedle zewnętrznych obserwatorów, istnieją racje za tym, aby Jana Pawła II uważać za wielkiego papieża i aby on sam przyciągał uwagę świata ze względu na wyjątkowy zasięg jego wyjścia do tych, którzy nie podzielają jego najgłębszych przekonań: do niewierzących naukowców, żydów, muzułmanów oraz chrześcijan innych wyznań. Jan Paweł II podkreśla jednak, iż spotkania te (które w przypadku dialogu z judaizmem, przybierają niespotykaną przez ponad dziewiętnaście wieków jakość) doszły do skutku nie pomimo jego chrześcijańskich przekonań, ale ze względu na nie. Pełen szacunku dialog ze wszystkimi, którzy są „inni”, nie stoi w konflikcie z ortodoksją czy papieskim zadaniem strzeżenia depozytu wiary. Pełne szacunku spotkanie i dialog są tym, czego chrześcijańska ortodoksja się domaga.
Sam papież chciał bardzo podkreślić tę kwestię podczas swej wizyty w ONZ w 1995 r. Fragment przemówienia, zaskoczył niektórych obserwatorów, gdyż występując przed audytorium złożonym ze światowych przywódców politycznych, Jan Paweł II – zdaniem jednego z pracowników watykańskiego Sekretariatu Stanu – w rzeczywistości zwracał się do Żydów. Papież zadbał o to, aby każda osoba obecna w auli Zgromadzenia Ogólnego wiedziała, iż jego obrona powszechnych praw człowieka i prawdziwego humanizmu w świecie, który doświadczył zimnej wojny, nie jest rezultatem jakiejś wspólnej „duchowości”. Określając siebie jako „świadka nadziei”, papież wypowiedział się na temat źródeł owej nadziei i jej społecznych implikacji w następujących słowach:
„My, chrześcijanie, wierzymy, że w Jego śmierci i Zmartwychwstaniu w pełni objawiła się miłość Boga i Boża troska o stworzenie. Jezus Chrystus jest dla nas Bogiem, który stał się człowiekiem i stał się częścią ludzkiej historii. Właśnie z tego powodu nadzieja chrześcijańska, co do świata i jego przyszłości rozciąga się na każdą osobę ludzką. Ze względu na ludzką naturę Chrystusa, nic, co naprawdę ludzkie, nie omija serc chrześcijan. Wiara w Chrystusa nie skłania nas do nietolerancji. Przeciwnie, obliguje, żeby zachęcać innych do dialogu pełnego szacunku. Miłość Chrystusa nie tylko nie odwodzi nas od zainteresowania innymi, ale zachęca do odpowiedzialności za nich, za każdego i za wszystkich bez wyjątku, a szczególnie za słabych i cierpiących. Tak więc zbliżając się do dwutysięcznej rocznicy narodzin Chrystusa, Kościół ubiega się tylko o to, aby mógł w sposób pełen szacunku przedstawić swoje orędzie zbawienia i aby mógł wspierać solidarność całej ludzkiej rodziny w miłości i służbie” .
Papież stał przy marmurowej mównicy Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Nauczał jednak podstawowych prawd chrystologii. Czyniąc to, wzywał zarówno chrześcijan, jak i tych, dla których chrześcijaństwo jest w nieunikniony sposób „sekciarskie” ze względu na swoje przekonanie o powszechnej misji zbawczej Chrystusa, do traktowania serio głównej chrześcijańskiej prawdy wiary dotyczącej Wcielenia.
Nie był to pierwszy raz, gdy papież publicznie podjął to zagadnienie, bądź sugerował, iż ma ono ważne społeczne implikacje. W encyklice na temat misji chrześcijańskich Redemptoris missio z 1990 r. Jan Paweł II podał prawowierną naukę Kościoła. Nauczał, iż wśród tych, którzy nie należą do Kościoła, jest wielu zbawionych. Jednak ci, którzy są zbawiani poza Kościołem, są zawsze zbawiani ze względu na Chrystusa. W tym samym czasie i w tej samej encyklice Jan Paweł II zerwał w zdecydowany sposób z pewnymi aspektami chrześcijańskiej przeszłości i przyjął metodę wolności, pisząc „Kościół proponuje; Kościół niczego nie narzuca”. To właśnie w tym miejscu dokonało się decydujące historyczne zerwanie z ciemną stroną konstantyńskiego dziedzictwa. Kościół wyrzekł się jakiegokolwiek wykorzystywania władzy świeckiej w prowadzeniu swej misji nie ze względu na zwykłą roztropną kalkulację, lecz ze względu na najpoważniejsze racje teologiczne. Głęboki szacunek dla poszukiwania prawdy przez każdego człowieka oraz opowiedzenie się za metodą perswazji w głoszeniu Ewangelii stały się bliźniaczymi „uniwersalnymi” implikacjami podstawowej specyfiki chrześcijańskiego roszczenia, zakorzenionego w doktrynie o Wcieleniu.
Także w tym miejscu Jan Paweł II nauczył XX w. czegoś ważnego na temat natury ludzkiej osoby i prawdziwego humanizmu. Powszechne współczucie dla innych ludzi dokonuje się ze względu na poszczególne przekonania, a nie niezależnie od nich. Empiryczny test sprawdzający prawdziwość poszczególnych przekonań polega na zdolności do pełnego empatii zaangażowania się wraz z „innymi” w taki sposób, który ubogaca człowieczeństwo wszystkich stron. Była to, we właściwym tego słowa znaczeniu, kluczowa lekcja na koniec wieku, w którym „inność” zbyt często była postrzegana jako śmiertelne zagrożenie, niosące za sobą śmiertelne konsekwencje.
Wiek XX, który był świadkiem ogłoszenia śmierci Boga, był w rzeczywistości wiekiem śmierci bożków. Żaden z fałszywych bożków XX w. nie był w stanie usunąć paraliżującego strachu, który wpierw zawisł jak obłok nad polami bitew I wojny światowej, a następnie przesuwał się poprzez dziesięciolecia, niwecząc życie i losy czterech pokoleń ludzi. Bycie po właściwej stronie historii nie uwolniło bolszewików i ich naśladowców od demona strachu, umożliwiło jedynie złu większy zasięg, poczynając od pomieszczeń, w których dokonywano egzekucji na Łubiance, a kończąc na zamarzniętych nieużytkach kopalń na Kołymie. Determinizm rasowy wraz z jego założeniem, mówiącym o biologicznej wyższości jednej rasy nie usunął namiętności, które zainspirowały niemiecki narodowy socjalizm – rasę panów przeżywającą swoje lęki – do stworzenia nowych rządów terroru od Atlantyku aż po Ural. Terapeutyczne społeczeństwo znalazło wytłumaczenie dla strachu, co okazało się skuteczne tylko na chwilę. Próbowało go także leczyć farmakologicznie, co okazało się kolejnym sposobem całkowitego zniszczenia osoby ludzkiej.
W obliczu wielkiego strachu swoich czasów – strachu spowodowanego irracjonalnością i nihilizmem, któremu zawsze towarzyszy degradacja rozumu – Jan Paweł II potrafi mówić i rzeczywiście mieć na myśli „Nie lękajcie się!”, ponieważ czci jedynego prawdziwego Boga, którego zwycięstwo nad śmiercią odnalazł w jednorodzonym Synu Bożym.
Wraz z Wcieleniem Syna Bożego, człowiek został nieodwołalnie włączony w naturę Bożą. A skoro, jak podkreślał to św. Paweł w Liście do Rzymian, Jezus Chrystus jest pierwszym owocem Boskiego dzieła zbawczego w świecie i dla świata, wówczas wszelkie stworzenie jest eschatologicznie przeznaczone do odnalezienia swej pełni w wewnętrznym życiu Boga. Ten prawdziwie radykalny humanizm jest najbardziej przekonującą odpowiedzią na fałszywe humanizmy, które spowodowały spustoszenie w XX w. Komunia z Bogiem jest źródłem wyzwolenia, którego humanizm od wieków poszukiwał.
Sam Jan Paweł II twierdziłby uparcie, iż jest wielu innych, którzy mogliby rościć sobie pretensje do bycia obrazem człowieka XX w. Nie jest to jedynie kwestia skromności, gdyż Jan Paweł II wie, iż prawdy, których naucza i którymi żyje, są ikoniczne: wskazują one poza siebie na Tego, który jest Prawdą. Ofiarowanie samego siebie, jako źródło autentycznego, pełnego rozwoju ludzkiego i centralny imperatyw moralny prawdziwego humanizmu jest właśnie taką prawdą. O tym mówi Ewangelia, zaś jej zwiastowanie jest racją bycia Kościoła, który jest Ciałem Chrystusa. Dlatego też właściwą postacią tego stulecia, jak i każdego innego, jest Jezus Chrystus.
Już od momentu ogłoszenia w 1994 r. Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, Jan Paweł II podkreślał, że świętując przełom tysiącleci, musimy uznać, iż objawienie się Boga we wcielonym Chrystusie stanowi równocześnie objawienie prawdziwego humanizmu.
George Weigel jest autorem książki Świadek nadziei. Biografia Papieża Jana Pawła II, której polskie tłumaczenie ukazało się nakładem Wydawnictwa Znak.
Tłum. Krzysztof Warchoł
Pierwodruk: First Things 98 (grudzień 1999)
Artykuł ukazał się w 5(26) numerze „Azymutu” z 7maja 2000 r.
WYIMKI
Wiek XX, który rozpoczął się od dufnego stwierdzenia, iż ludzkość nie potrzebuje religii, pokazał, że jest rzeczywiście możliwe skonstruowanie świata bez Boga. Udowodnił również, iż bez religii ludzkość była w stanie stworzyć jedynie taki świat, w którym jeden człowiek występował przeciwko drugiemu, przywodząc wielokrotnie rodzaj ludzki na skraj katastrofy.
Biskup Rzymu sformułował głęboko humanistyczną odpowiedź na rewolucję seksualną, która zarówno czytelnikom „Playboya”, jak i „Cosmopolitan” mówi, że „ludzka seksualność jest znacznie bogatsza, niż to sobie wyobrażacie”.
Wolność uwolniona od prawdy jest największym wrogiem samej siebie. Jeśli istnieje wyłącznie twoja i moja prawda i żaden z nas nie uznaje transcendentnej zasady moralnej (nazwijmy ją „prawdą obiektywną”), według której można rozstrzygać istniejące między nami różnice, wówczas jedynym sposobem rozstrzygania sporu jest narzucenie twojej woli mnie, bądź mojej woli tobie.
Skoncentrowane na Krzyżu spojrzenie na świat i historię wyklucza w chrześcijańskim humanizmie papieża wszelki ślad naiwnego optymizmu. W humanizmie tym, strach nie jest wyparty lecz przemieniony, przemieniony poprzez głębokie osobowe spotkanie z ukrzyżowanym i opuszczonym Chrystusem, który uwalnia od strachu tych, którzy doświadczają tego spotkania.
Witamy na stronie Instytutu Tertio Millennio
Jan Paweł II a kryzys humanizmu
Jan Paweł II a kryzys humanizmu
Publikowane w ostatnich miesiącach w magazynie „Time” oraz innych przedmilenijnych wydawnictwach listy osobistości są dowodem na to, że nie brakuje kandydatów do tytułu najwybitniejszych postaci kończącego się wieku.

Biuro w Krakowie
email
ul. Dominikańska 3/13 31-043 Kraków
tel. 012 423 11 75
otwarte: pon. - pt. 9-15
tel. 012 423 11 75
otwarte: pon. - pt. 9-15

Biuro we Wrocławiu
email
ul. Nowa 4/1b 50-082 Wrocław

Biuro w Warszawie
email
ul. Freta 20/24a pok. 108 00-227 Warszawa



